Rozmowa z Andrzejem Sadowskim, założycielem i wiceprezydentem Centrum im. Adama Smitha
Dlaczego w ostatnich miesiącach nastąpił tak gwałtowny spadek wartości kursu złotego?
Mój znajomy przez lata był dealerem jednego z większych banków w Polsce. Zadzwonił do niego kolega z departamentu Europy Wschodniej jednego z największych banków w Ameryce i powiedział, że ma przeczucie, że dzisiaj cena polskich obligacji rządowych wzrośnie. Mój znajomy odpowiedział, że analizując informacje z rynku, patrząc na wykresy, przewidywania, prognozy nic takiego nie może się wydarzyć. Jednak tego dnia faktycznie gwałtownie wzrosła cena polskich obligacji rządowych, a to dlatego, że ten amerykański rozmówca kupił za bardzo wiele milionów dolarów obligacje polskiego rządu. Dzięki temu znacząco tego dnia wywindował kurs tych obligacji na rynku. Jeżeli doszło do gwałtownego spadku złotego, mógłby być to efekt nawet tylko jednego działania dużej instytucji finansowej. Trzeba pamiętać, że dowolny fundusz spekulacyjny na świecie ma większe rezerwy środków niż NBP. Jeżeli kiedykolwiek dojdzie do próby obrony złotego (bo taka będzie wola polityków i coraz częściej padają takie niebezpieczne deklaracje) , to skończy się tym, że pieniądze z rezerwy państwa polskiego znajdą się w rękach funduszu spekulacyjnego. Takie działania mieliśmy w przypadku złotego. Z jednej strony była to kwestia ewidentnej ignorancji tych, którzy Polskę uczynili stolicą Węgier. Z drugiej strony, panicznychreakcjinainformacjeo tym, co się stało u naszych południowych sąsiadów.
Czy w Polsce już jest kryzys?
W Polsce póki co nie ma jakiegokolwiek kryzysu. Jeżeli spojrzymy na dane, to w żaden sposób nie potwierdzają takich sformułowań po stronie polityków czy niektórych ekonomistów. Mamy do czynienia bardziej z zaklinaniem rzeczywistości, niż z próbą jej zrozumienia w oparciu o realne zdarzenia. Mamy do czynienia głównie z sytuacją, w której na potrzeby bieżącej polityki wywołuje się różne zdarzenia, takie jak konieczność pilnego wprowadzenia Polski do strefy euro. Gdy to hasło i propagandowe działanie rządu nie spotkało powszechnego entuzjazmu, nawet w sferach rządowych - znowu rzuca się kolejne hasło do opinii publicznej - będziemy walczyć z kryzysem. Te działania mają, tak jak i poprzednie, charakter wyłącznie propagandowy. Natomiast dopiero właśnie takie sformułowania, które codziennie są powtarzane, mogą wywołać wśród przedsiębiorców efekt może nie tyle zagrożenia, co niepokoju. Zacznie on przekładać się na ich decyzje inwestycyjne oraz zachęci do wyczekiwania. Uważam za wysoce nieodpowiedzialne rozbudzanie takiego niepokoju i mówienie o kryzysie dla udowodnienia swojej potrzeby istnienia, zwłaszcza przez rządzący establishment. Jeżeli premier majakieś dane, które nie są ogólnie dostępne, a te dane, które są ogólnodostępne, takiej tezy nie potwierdzają, to powinien, tak jak to się dzieje w normalnie rządzonych państwach, przygotowywać różne scenariusze; w tym na wypadek kryzysu. Powinien posiadać te scenariusze, natomiast nie opowiadać publicznie, że będzie walczył z kryzysem, nazywając to jeszcze „programem stabilizacji i rozwoju", bo to dezawuuje wcześniejsze mówienie o „kryzysie".
Można powiedzieć, że my, Polacy, sami sobie zbudujemy ten kryzys...
Polacy nie budują sobie kryzysu, ponieważ Polacy do tej pory wykazują się niezwykłą przedsiębiorczością i niezależnie od tego, jak stara Unia nam pozwalała na różne działania, to i tak nasi obywatele jeszcze przed wejściem Polski do Unii, a nawet w czasach PRL-u, znajdowali dla siebie miejsca na rynku bez pytania się kogokolwiek o zgodę. W każdych warunkach, nawet w warunkach PRL-u, potrafiliśmy sobie radzić. A były to czasy naprawdę immanentnego kryzysu. Jako społeczeństwo jesteśmy pod tym względem zahartowani. Nie trzeba sięgać aż do czasów PRL-u, bo wszyscy pamiętają przełom lat dziewięćdziesiątych i początek dwudziestego pierwszego wieku. Wtedy sytuacja w Polsce nie była najlepsza, a nowe pokolenie musiało przejść lekcję życia w trudniejszych warunkach gospodarczych. Odpowiedzią na tamten czas spowolnienia i dekoniunktury było jaknajszybsze wprowadzenie Polski do Unii Europejskiej. Wtedy, jak się analizuje wypowiedzi czołowych polityków wszystkich ugrupowań rządzących Polską czy będących w opozycji, widzimy strach przed odpowiedzialnością za losy własnego kraju, nieumiejętność wzięcia na swoje barki odpowiedzialności za rządzenie krajem. Jedyną ucieczką od tej odpowiedzialności było dla elity politycznej wprowadzenie Polski jak najszybciej do Unii Europejskiej. Dzisiaj, kiedy być może dekoniunktura do Polski w większym lub mniejszym rozmiarze zapuka, ucieczką od rządzenia jest jak najszybsze wprowadzenie Polski do strefy euro czy tworzenie w dzisiejszych warunkach sztucznego planu antykryzysowego.
Być może przyjęcie euro nie będzie tak złe, ponieważ przedsiębiorcy w jakiś sposób muszą zabezpieczać się przed ryzykiem kursowym, a opcje na waluty czy spready zawiodły...
Zauważmy, że przedsiębiorcy zabezpieczają się tylko przed jedną walutą, a poza tym, jeżeli mówimy o jakiejkolwiek stabilności, to w takim razie nie przyjmujmy euro tylko franka szwajcarskiego. Jak do tej pory była to najbardziej stabilna waluta na świecie. Trzeba przeczytać uważnie raport Komisji Europejskiej z początku dwa tysiące ósmego roku, w którym jest ocena przyjęcia euro przez kraje z Unii Europejskiej. Pojawia się tam niezwykle ważna konkluzja - wprowadzenie euro było sukcesem, ale wyłącznie politycznym - a nie ekonomicznym. Większość wskaźników ekonomicznych w krajach, które przyjęły euro, niestety pogorszyła się. Polsce zależy na rozwoju gospodarczym i to jest główny zauważalny czynnik, który nas różnicuje od krajów starej Unii. Zgodnie z wnioskami tego raportu, euro nam w tym nie pomoże. Jeżeli euro jest przede wszystkim narzędziem integracji politycznej. Jeżeli tak politycy i wspierający ich ekonomiści uczciwie to powiedzą, to sprawa będzie jednoznaczna i nie będzie się używało do tego działania całkowicie niezgodnych z rzeczywistością argumentów. Choćby że dzięki euro Polska będzie się dynamiczniej rozwijała. Przecież nic takiego nie nastąpiło w krajach, które euro przyjęły. Dlaczego Polska miałaby byćjedynym krajem, według zapewnień czołowych osobistości życia ekonomicznego i premiera, w którym zdarzy się taki właśnie wyjątek? Jeśli nie prowadzi się debaty o źródłach bogactwa narodu, a wszystko sprowadza się do tego, że będzie ono zależało od koloru farby na banknocie, który jest w obiegu, to dochodzimy do fałszywych przekonań i nie tylko fałszywych, ale niezwykle kosztownych recept. Według mnie przyjęcie euro i plan przyjęcia euro w Polsce jest wyłącznie próbą ucieczki (u Erica Fromma była to ucieczka od wolności), tutaj mamy ucieczkę od rządzenia, odpowiedzialności za los własnego kraju. Wziąwszy pod uwagę przypadki krajów pod różną szerokością geograficzną, wiadomo że o rozwoju decyduje system instytucjonalno-prawny. Dzisiaj w Polsce mamy jeden z najgorszych systemów podatkowych na świecie pod względem wrogości wobec gospodarki (sklasyfikowany na sto czterdziestej ósmej pozycji), niewydolne sądy, które są największą barierą w rozwoju gospodarczym, ale także społecznym, ponieważ nie dają rozstrzygnięć w przewidywalnym czasie czy z zasady niesprawne instytucje rządowe. Tu znajduje się blokada rozwoju gospodarczego. Proszę zauważyć, że cały czas posługiwano się argumentem, że Polsce brakuje środków na budowę autostrad i dopiero wejście Polski do Unii Europejskiej spowoduje, że będziemy mieli środki na zbudowanie infrastruktury. Weszliśmy do Unii Europejskiej, mamy pieniądze od Unii Europejskiej, ale autostrad jak nie było, tak nie ma. Co to znaczy? Znaczy to tylko tyle, że problem nie sprowadza się jedynie do pieniędzy, tylko do dobrego lub złego rządzenia. W Polsce mamy do czynienia od lat ze złym rządzeniem, ze złymi, źle skonfigurowanymi instytucjami, które w żaden sposób, nie tylko nie pomagają rozwijać, ale i blokują, i trwonią możliwości rozwoju gospodarczego i społecznego Polski.
Czy małe i średnie przedsiębiorstwa oprą swój rozwój na kredytach bankowych?
Nie, przede wszystkim dlatego, że do tej pory tego nie robiły w jakiś znaczący sposób. Najważniejszym czynnikiem w rozwoju, zwłaszcza małej firmy, jest zatrudnianie kolejnych pracowników. To oni tworzą w firmie wartość dodaną, a nie kredyty. Małemu przedsiębiorcy nic po kredytach i dlatego do tej pory udział kredytów w tym sektorze był ograniczony. W związku z tym takie propozycje, jak zwiększenie gwarancji kredytowych rządu, zresztą za pieniądze tych małych i średnich przedsiębiorstw (tak funkcjonuje mechanizm gwarancji rządowych), tego faktu nie zmieni. Warto przytoczyć wypowiedź premiera Słowacji, który na konferencji w Krynicy powiedział, że rozwój Słowacji zaczął się dopiero od tego momentu, gdy radykalnie obniżono koszty pracy. Według raportów polskich rządów jest to główne źródło bezrobocia w naszym kraju. Największą barierą w rozwoju gospodarczym jest niezwykle wysokie opodatkowanie pracy. Jeżeli przedstawia się całkowicie fałszywe recepty dla małych i średnich przedsiębiorstw, to pomoże to tyle, co umarłemu bandaż. Dzisiaj mały przedsiębiorca zmaga się głównie ze złymi podatkami i z wrogą mu biurokracją. Właśnie tu rząd ma możliwość odblokowania przedsiębiorczości i powinien to być przedmiot oraz główny obszar działań bez czekania na jakikolwiek kryzys, a nie jakieś gwarancje kredytowe. Dobrze działający system bankowy w Polsce sam będzie udzielał kredytów, ponieważ będzie miał w tym interes, natomiast sztuczna stymulacja dla sektora finansowego skończy się tym, czym w Stanach Zjednoczonych. Alan Greenspan przyznał się, że wierzył w to, że dzięki dawaniu kredytów hipotecznych osobom nie-mającym zdolności kredytowej w Ameryce upowszechni się własność i Ameryka stanie się bogatsza. Jak widać, nie da się w sposób administracyjny wykreować bogactwa ani w kapitalizmie, ani w komunizmie. Z naszych wieloletnich badań nad planktonem gospodarczym, jak określał małe przedsiębiorstwa Krzysztof Dzierżawski, wynika, że ten nie chciał pomocy rządu, ale aby dał im święty spokój i nie przeszkadzał.
Czy dodatkowe wymogi regulacyjne dla sektora finansowego sprzyjają rozwojowi?
Absolutnie nie! W Polsce dotychczasowe restrykcyjne rozwiązania, jak widać, były wystarczające, bo polski sektor finansowy nie brał udziału w spekulacyjnym hazardzie, który był typowy dla banków inwestycyjnych w Ameryce. Warto zauważyć, że w Ameryce tylko część banków brała udział w tej ryzykownej grze. Tam, gdzie zwykli obywatele trzymali pieniądze w normalnych bankach depozytowych, nie było przypadku bankructwa. Należy odróżnić bankowość inwestycyjną, a tak naprawdę spekulacyjną, od zwykłej bankowości. Wtedy ta wiedza uchroni nas od fałszywych działań regulacyjnych. Na dobrą sprawę działania regulacyjne, zarówno po stronie rządu, jak i jakichkolwiek innych instytucji jemu podległych, to zaklinanie rzeczywistości.
Rozmawiał:
Janusz Grobicki
www.miesiecznikbank.pl
Janusz Grobicki

Data: 2009-08-20 | Liczba wyświetleń: 713
Wszystkie prawa zastrzeżone / All rights reserved
Copyright © by firma windykacyjna WINDYKACJA Sp. z o.o. | Design & Engine by Eclipse Design