W związku z panującym kryzysem banki nie chcą pożyczać dużych kwot pieniędzy swoim klientom. Załamanie sektora finansowego sprawiło, że wiele instytucji finansowych boi się podejmować ryzyko, a ofiarami tego strachu są przeciętne spółki pożyczające pieniądze – zwłaszcza małe i średniej wielkości. Z powodu załamania gospodarczego cierpią przedsiębiorcy, tymczasem to banki, a nie ich klienci spowodowały kryzys.
Jeśli zatem spółka potrzebuje środków finansowych (np. na rozwój bądź wykorzystanie możliwości, jakie daje rynek w dobie kryzysu), nie ma innego wyboru, jak sprawić by spółka zaistniała w czołówce, co oznacza, że trzeba znaleźć się wśród tych spółek, którym bank nie może odmówić pożyczki.
Rada nadzorcza niczym doradca
Możliwym rozwiązaniem jest nie tylko móc, ale również mieć możliwość udowodnienia, że spółka w istocie prezentuje wysoki standard zarządzania nią. Nie jedynie poprzez przedstawienie niezliczonej ilości dokumentów, lecz przez wykazanie, że zarząd jest w stanie prowadzić interesy spółki w sposób bezpieczny i profesjonalny. Pewnym rozwiązaniem może być wprowadzenie rady nadzorczej, która działałaby jako doradca w spółce, również przy prowadzeniu rzeczywistych interesów.
Zwiększona siła zarządu
Przy obecnym kryzysie, jeśli chce się uzyskać środki finansowe nie ma na to innego sposobu niż bycie „wyjątkowym”. W każdej polskiej spółce – od biznesów rodzinnych po spółki notowane na giełdzie – zarząd zajmuje bardzo silną pozycję, zgodnie z prawem, a także według przyjętej praktyki. Jeśli zarząd jest tożsamy z największym wspólnikiem, siła zarządu jest de facto jeszcze większa.
Powód do zmartwienia
Jeśli w firmie istnieje rada nadzorcza jej znaczenie jest zwykle bardzo ograniczone – tak jak i jej odpowiedzialność za sprawy spółki. Rada nadzorcza nie ma dosłownie żadnej realnej władzy w spółce – skupia się przede wszystkim na formalnościach i sprawach przeszłych. Taka silna pozycja zarządu może martwić bank. Kto kontroluje zarząd? Kto omawia jego propozycje i działania? Kto stawia pytania?
Więcej niż kontrola
Dla przykładu w krajach skandynawskich organ odpowiadający radzie nadzorczej ma najwyższą władzę w spółce, mimo że zarząd także posiada władzę wykonawczą i ponosi pewną odpowiedzialność. Taki system ma plusy i minusy, ale jedną z najistotniejszych kwestii jest to, że siła skandynawskiej rady nadzorczej zmusza zarząd do przedstawiania swoich propozycji budżetu, strategii oraz ważniejszych decyzji radzie nadzorczej przed wcieleniem ich w życie. Dzięki temu rada nadzorcza nie tylko kontroluje podejmowanie ważnych decyzji, ale też zmusza zarząd do znalezienia dobrych argumentów na poparcie swoich pomysłów.
Zmiany dyskutowane przed ich wprowadzeniem
Gdyby polskie spółki poprzez zmianę w umowie spółki (statucie) rozszerzyłyby zakres kompetencji rady nadzorczej – jeśli takową posiadają lub po jej powołaniu – zarząd byłby zmuszony do przedstawiania ważniejszych decyzji radzie nadzorczej do dyskusji przed ich podjęciem. Polski Kodeks spółek handlowych umożliwia takie rozszerzenie zakresu kompetencji rady nadzorczej w artykułach 220 (dla spółek z ograniczoną odpowiedzialnością) oraz 384 (dla spółek akcyjnych).
Profesjonalny dialog
Tym sposobem zarząd poprzez profesjonalny dialog mógłby zdobyć konstruktywne sugestie i pomysły ulepszenia swoich planów i propozycji lub też rada nadzorcza dostałaby ostrzeżenie i mogłaby przygotować odpowiednie działania, jeśli propozycje lub działania zarządu okazałyby się całkowicie błędne. Umowy spółek (statuty) muszą zawierać pewne zasady określające, w których ważnych sprawach zarząd musi pytać o zdanie radę nadzorczą przed podjęciem decyzji.
Więcej specjalistów, a poczucie bezpieczeństwa
Doświadczenia związane z tym rozwiązaniem są bardzo pozytywne zwłaszcza w przypadku małych i średnich spółek. Wystarczy, że umowa spółki (statut) przewiduje, że więcej specjalistów – niż tylko ci zasiadający w zarządzie – zatwierdza i omawia propozycję czy decyzję, a bank czuje się dużo bezpieczniej. Spółka może być wówczas właśnie tą „wyjątkową”, której uda się namówić bank na udzielenie potrzebnych kredytów.
Jak banki zmieniały podejście do ryzyka
Tradycyjnie i historycznie banki zawsze poszukiwały zabezpieczenia. Sprawdzały zatem: jak duży kapitał ma spółka potrzebująca finansowania? Czy jest możliwość ustanowienia hipoteki na nieruchomości? Jeśli zatem miała majątek mogący stanowić zabezpieczenie, spółka mogła pożyczyć pieniądze z banku. W miarę upływu czasu, w przypadku Europy Zachodniej w latach 70. i 80., takie podejście przestało wystarczać. Banki chciały prowadzić coraz więcej interesów, a społeczeństwo chciało uzyskiwać coraz więcej środków finansowych na swoje działania. Skutkiem zmieniającej się sytuacji były nowe miejsca pracy i rozkwit koniunktury.
Zaczęły liczyć się prognozy
Pod uwagę trzeba było brać potwierdzony dochód spółki oraz stopień prawdopodobieństwa, że taki cieszący oko dochód będzie również powtarzał się w latach następnych. Jeśli prognoza była optymistyczna wartość dóbr (kapitału zakładowego), które już spółka zdobyła w przeszłości, traciła na znaczeniu. Można było dostać pożyczkę nawet, jeśli nie miało się odpowiedniego kapitału zakładowego ani majątku trwałego.
Wraz z zyskami rosło ryzyko
Od 2000 r. – zwłaszcza po tzw. kryzysie dot-com w 2001 r. – stało się jasne, że ta polityka również nie wystarczy. Z jednej strony społeczeństwo chciało uzyskiwać od banków środki na jeszcze mniej dojrzałe inicjatywy gospodarcze, aby dalej stymulować wzrost koniunktury. Z drugiej strony, banki chciały prowadzić jeszcze więcej interesów o dość wysokim stopniu ryzyka – a tym samym dających większe zyski. Dzięki temu ich wspólnicy byli zadowoleni, a zarząd banku mógł otrzymywać premie.
Zasady Basel II
Sytuacja ta sprawiła, że widoczne stały się zasady Basel II, które weszły w życie kilka lat temu, ale które znane były już trzy-cztery lata wcześniej. Między innymi pozwalały one bankom, przy ocenie zdolności kredytowej spółki, na branie pod uwagę niektórych „czynników miękkich”. Stosowane prawidłowo regulacje pozwalały tym instytucjom robić więcej „dobrych” interesów w oparciu o taką samą kwotę kapitału.
Instytucje zaczęły przyznawać punkty
Głównym spośród czynników miękkich była ocena jakości zarządu spółki. Większość banków ustalała swój system punktacji itp. aby doradca klienta mógł ocenić zarząd i nadzór danej spółki, tak jak nauczyciel ocenia dzieci w szkole. Im lepsze oceny zarządu/nadzoru, tym większa kwota i tym tańszy kredyt.
![]()
Data: 2009-07-06 | Liczba wyświetleń: 603
Wszystkie prawa zastrzeżone / All rights reserved
Copyright © by firma windykacyjna WINDYKACJA Sp. z o.o. | Design & Engine by Eclipse Design