Początek 2010 r. stoi pod znakiem upadłości 168 polskich firm. Analitycy przestrzegają, że taka sytuacja może utrzymać się do trzeciego kwartału br. Upadek szeregu firm negatywnie odbija się na rynku pracy i sytuacji finansowej Polaków.
W I kwartale 2010 r. sądy ogłosiły upadłość 168 polskich firm. W porównaniu z tym samym okresem w przedkryzysowym 2008 r. (101 bankructw) oraz pierwszym kwartałem w trudnym już 2009 r. (126 bankructw), tegoroczny wynik potwierdza, że prognozowana tendencja wzrostowa utrzymuje się. Nie jest to wiele w porównaniu z najgorszym – 2002 r., ale statystyki pokazują, że spowolnienie gospodarcze wyraźnie odbiło się na sytuacji wielu polskich przedsiębiorstw. Największy wzrost upadłości odnotowano w budownictwie – aż o 92 procent. W pierwszym kwartale 2009 r. upadło 11 firm z tego sektora, a w pierwszym kwartale 2010 r. aż 23.
– Taką sytuację przewidywaliśmy już w wcześniej. Liczba upadłości może rosnąć nawet do końca trzeciego kwartału 2010 r. Balast zobowiązań narosłych w ciągu 2009 r. będzie nadal obciążać wiele firm, które także z tego powodu nie będą w stanie szybko odbudować swojej pozycji rynkowej – powiedział dla portalu wnp.pl Marcin Siwa, dyrektor działu oceny ryzyka w Coface Poland.
Upadek szeregu firm automatycznie pociągnął za sobą falę grupowych zwolnień. Zgłoszone przez firmy od stycznia do końca marca plany grupowych zwolnień objęły aż 24,7 tys. osób – wynika z danych zebranych przez „Rzeczpospolitą”. To blisko dwa razy więcej niż w ostatnich trzech miesiącach 2009 r., kiedy zgłoszono do zwolnienia 13 tys. pracowników. Marzec br. przyniósł niepokojące wieści: z 11 na 16 województw liczba zapowiadanych zwolnień okazała się większa niż w lutym. Rekordową liczbę zwolnień – ponad 14 tys., zgłosili pracodawcy w województwie mazowieckim. Ale plany dotyczą firm o zasięgu ogólnopolskim mających centrale w stolicy.
Zadłużone gospodarstwa domowe
Pogarszająca się sytuacja w gospodarce oraz na rynku pracy ma przełożenie na status życia przeciętnego obywatela. Większość (63 proc.) polskich gospodarstw domowych nie ma żadnych oszczędności. Prawie połowa (46 proc.) spłaca pożyczki i kredyty, 10 proc. zalega z opłatami – wynika z marcowego sondażu przeprowadzonego przez Centrum Badania Opinii Społecznej.
Pieniądze udało się odłożyć tylko 37 proc. gospodarstw – najczęściej osobom najlepiej wykształconym (63 proc.). Oszczędnościami dysponuje niespełna połowa (46 proc.) rodzin z wykształceniem średnim. Najmniej odkładają osoby z wykształceniem zawodowym i podstawowym.
Większość badanych z gospodarstw posiadających oszczędności (65 proc.) deklaruje, że byliby w stanie się z nich utrzymać dłużej niż dwa miesiące, w tym prawie co piąty (19 proc.) dłużej niż pół roku. Pozostałe gospodarstwa mogłyby za zgromadzone pieniądze przeżyć najwyżej miesiąc. CBOS pytał także respondentów o zaległości w płaceniu opłat, np. za czynsz czy energię. Co dziesiąta osoba (10 proc.) mówiła, że z nimi zalega.
Polacy nie spłacają kart kredytowych
Badania CBOS potwierdza raport Komisji Nadzoru Finansowego z 19 kwietnia br., w którym podano, że blisko 15 mld zł wyniosło zadłużenie z tytułu kart kredytowych na koniec 2009 r., zwiększając się o 18,3 proc. w porównaniu do grudnia 2008 r. Z danych KNF wynika, że udział kredytów spłacanych z opóźnieniem w kredytach powiązanych z kartami przekroczył 12 proc. (wzrost o 111,5 proc., do 1,8 mld zł) – to najwięcej w segmencie kredytów dla gospodarstw domowych.
Podczas podsumowania 2009 r. premier Donald Tusk mówił, że 2010 r. będzie także pełen wyzwań i „na pewno nie ominą nas kłopoty i problemy”. Jednak – jak powiedział szef rządu – jest gotów założyć się, iż efekty polskiej gospodarki będą w 2010 r. lepsze od przewidzianych. Czy rzeczywiście będą?
![]()
Data: 2010-04-29 | Liczba wyświetleń: 487
Wszystkie prawa zastrzeżone / All rights reserved
Copyright © by firma windykacyjna WINDYKACJA Sp. z o.o. | Design & Engine by Eclipse Design